Program

Dlaczego kandyduję?

Inspiracją dla mojego większego zaangażowania w politykę był śp. Prezydent Lech Kaczyński. Niekiedy powtarzam swoim studentom historię, którą od niego usłyszałem będąc prezydenckim doradcą ds. bezpieczeństwa państwa. Skontaktował się z Prezydentem kiedyś pewien polityk rządu Donalda Tuska i opowiedział mu o istnieniu bardzo konkretnego zagrożenia dla interesów państwa. Prezydent zapytał go, czy mógłby to zasygnalizować publicznie. Usłyszał odpowiedź: „Przekazuję, żeby Pan Prezydent wiedział, ale nie czuję się na siłach do działań”. Prezydent Kaczyński zrozumiał wtedy, że jest wiele osób, które wierzą w Polskę i wiedzą o rozmaitych mechanizmach, zagrożeniach, ale nie mają odwagi z tej wiedzy skorzystać. Co pewien czas mawiał: „wiedza bez odwagi jest niewiele warta”.

W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że działając w sferze akademickiej, czy też nawet pracując jako ekspert i doradca, unikam w pewnym stopniu odpowiedzialności za swoje słowa. Taki wpływ bez ponoszenia bezpośredniej odpowiedzialności był bardzo wygodny, ale kilka wydarzeń zmieniło moje dotychczasowe nastawienie.

Po pierwsze, masowa emigracja Polaków, szczególnie ludzi młodych do państw Zachodu. Pokazuje to wyraźnie, że Unia Europejska w istocie nie jest związkiem równych państw: w innych krajach młodzi Polacy znajdują lepszą płacę, warunki bytowe, poczucie bezpieczeństwa… Na niespotykaną skalę trwa drenaż Polski z tego, co najcenniejsze: z zasobów ludzkich. Budując, od roku 1989 niepodległą Polskę, moje pokolenie najwyraźniej nie stanęło na wysokości zadania, nie wykorzystało wielu szans. Zbudowaliśmy kraj, który tak wiele osób chce opuścić. Wstyd mi z tego powodu. Aby ten negatywny proces odwrócić, potrzebne jest zaangażowanie polityczne.

Po drugie, zaostrzenie sytuacji na wschód od Polski. Obecne wydarzenia na Ukrainie pokazują kruchość politycznego ładu w Europie. Przez lata polityka bezpieczeństwa była w Unii Europejskiej na trzecim czy czwartym planie. Należy to zmienić, istotnie przesunąć akcenty.

Po trzecie, Unia Europejska sama znajduje się w kryzysie i nie wiadomo, jaki kierunek obierze w przyszłości. Czy w stronę superpaństwa, które walczy z religią i osłabia państwa narodowe? Czy może w stronę związku suwerennych państw połączonych silną wspólnotą interesów i wspólnego chrześcijańskiego dziedzictwa? Europa jako kontynent wolności uformowała się na podłożu kultury chrześcijańskiej. Chcę działać, aby zmiany w Unii zachodziły zgodnie z interesami Polski.

Jaki jest mój program?

Wskazane powyżej problemy i wyzwaniami powodują, iż w Parlamencie Europejskim chciałbym:

zadbać o równe dopłaty dla rolników w całej UE i działać na rzecz zrównoważonego wykorzystania funduszy unijnych na tworzenie trwałych miejsc pracy w województwie kujawsko-pomorskim;

zająć się kwestią bezpieczeństwa militarnego i energetycznego krajów Europy Środkowo-Wschodniej;

działać na rzecz zahamowania prób demontażu państw narodowych i osłabiania kultury chrześcijańskiej w Europie.

Niektórzy euroentuzjaści sprawiają wrażenie osób wierzących w św. Mikołaja. Z tym, że miejsce św. Mikołaja zajmuje w ich myśleniu właśnie Unia Europejska. Myślą, że to Unia Europejska nam coś daje, że to Unia Europejska nam coś buduje, że fundusze Unii to prezent św. Mikołaja, który podarki oferuje z dobroci serca i niczego nie oczekuje w zamian. Tymczasem dla każdego trzeźwo myślącego człowieka oczywistym jest, że Unia Europejska nie jest żadnym św. Mikołajem. Jest instytucją, w ramach której państwa i grupy interesów zabiegają o swoje korzyści. Dlatego trzeba działać na rzecz tego, żeby w realistycznym horyzoncie czasowym dopłaty dla rolników w całej UE były równie. Należy również dążyć do tego, żeby fundusze unijne szły raczej na tworzenie trwałych miejsc pracy (w tym – co szczególnie dla mnie ważne – w województwie kujawsko-pomorskim), a nie np. na działania propagandowe.

W kwestii bezpieczeństwa coraz więcej wskazuje na to, że geopolityczna wizja Lecha Kaczyńskiego była trafna. Słusznie podkreślał on znaczenie bezpieczeństwa energetycznego. Zaś ja osobiście przez ponad rok w jego kancelarii kierowałem Zespołem ds. Bezpieczeństwa Energetycznego. W obliczu nowego rodzaju zagrożeń, co widzimy obecnie na przykładzie Ukrainy, można wysnuć wniosek, że jeśli Unia ma wyjść ze swojego kryzysu, to powinna postawić nie na oderwaną od przeszłości wizję kulturową, tylko na politykę bezpieczeństwa. Dotąd polityka ta nie miała należytej rangi. Unia ma politykę wspólnego rynku, ma politykę równości, politykę spójności, politykę rolną, a kwestie bezpieczeństwa i konkretnych procedur solidarnego reagowania w obliczu zagrożenia są zaniedbane. Stąd ważnym zadaniem jest uwrażliwienie Parlamentu Europejskiego i zachodniej opinii publicznej na kwestie bezpieczeństwa militarnego i energetycznego krajów Europy Środkowo-Wschodniej, a także działanie na rzecz tworzenia zintegrowanego systemu bezpieczeństwa z silną w nim pozycją Polaków.

Wreszcie, trzecia kwestia, związana z działaniami na rzecz zahamowania prób demontażu państw narodowych, osłabiania polskiego dziedzictwa narodowego i kultury chrześcijańskiej w Europie. Uważam, że Polska musi istnieć jako byt suwerenny, a Unia Europejska nie powinna zmierzać w kierunku stworzenia superpaństwa. Jako profesor socjologii wiem, że inżynieria społeczna zakrojona na wielką skalę przynosi zdecydowanie więcej strat niż korzyści. Wiem też, że tradycja i wspólna przeszłość jest czymś cennym, czego nie wolno się pochopnie pozbywać, jeśli nie chcemy być manipulowani i mieć problemów z tożsamością, którą zdalnie zarządza ktoś inny. Dlatego od pewnego czasu propaguję wśród wszystkich zwolenników obozu niepodległościowego naszkicowane przeze mnie Minimum Patriotyczne. Stanowi ono istotny punkt odniesienia dla moich działań publicznych. Oto jego treść

1. Potrzebujemy własnego – suwerennego, na ile to w cywilizacji globalnej możliwe – sprawnego państwa, które troszczy się o interes narodowy.

2. Można być dobrym Polakiem nie będąc katolikiem, nie będąc osobą wierzącą; można być dobrym Polakiem mając poglądy lewicowe, prawicowe albo nie posiadając jasności w tej materii. Ale nie można być dobrym Polakiem nie doceniając cywilizacyjnej roli Kościoła katolickiego w dziejach Polski.

3. Można być krytycznym wobec tradycji naszego narodu, ale nie można się od tej tradycji odwracać ani jej fałszować.

Co da się zrobić w Parlamencie Europejskim?

Czy Parlament Europejski to miejsce na tego rodzaju działania? Czy można tam cokolwiek osiągnąć? Niedawno przeczytałem książkę austriackiego badacza Maxa Hallera „Integracja europejska, jako proces kierowany przez elity”, w której naszkicował on między innymi następującą tezę: Unię wymyślili intelektualiści, zaprojektowali ją, dali jej impuls rozwojowy i w ten sposób stworzyli dla siebie miejsca pracy. Oznacza to, że kod akademicki jest na poziomie instytucji unijnych ważniejszym kodem komunikowania się niż ma to miejsce w polityce polskiej. Uważam zatem, że w Parlamencie Europejskim pomocne będą moje kontakty akademickie, wcześniejsze wyjazdy stypendialne i doświadczenie profesorskie. Moim działaniom w zakresie bezpieczeństwa sprzyjać będzie również obecne otrzeźwienie elit Zachodu, które wreszcie zobaczyły prawdziwą twarz prezydenta Rosji Władimira Putina. Sądzę, że posługując się argumentacją akademicką będzie można dotrzeć z polską racją stanu do środowisk, do których typowy polityk nie ma możliwości dotarcia. To właśnie jest moim celem.

 

Andrzej Zybertowicz

 

Numer 2 na liście Prawa
i Sprawiedliwości w województwie kujawsko-pomorskim